Walka o byt cz. 27

Wcześniejszy wpis z cyklu walka o byt znajdziesz na http://www.grzesik.com.pl/walka-o-byt-cz-26/

Równie dobrze można by do arystokracji zaliczyć głodnego psa, który drugiemu kość odebrał. Równie dobrze można by arystokracją nazwać robactwo, które dzięki silniejszym nogom i narządom żarcia przegryzło się na szczyt kupy robaków gniotąc i pożerając robactwo słabsze od siebie. Istotna arystokracja odwraca się plecami od tego współzawodnictwa, a jeśli bierze udział w walce, to z natury rzeczy staje po stronie uciśnionych. Nie, zwycięzcy w tej walce, dwunożne wilki, lisy, woły robocze i duszą obdarzone maszyny – to nie jest arystokracja! To co nadaje wartość życiu i pojedynczych ludzi arystokratami czyni, jest to sprawiedliwość, dobroć, mądrość, piękność, radość, indywidualny, charakter. Pierwsze z tych dwóch pięknych i szlachetnych cech są przeszkodami w doborze społecznym i jako takie potępiane bywają przez przedstawicieli teorii doboru; pozostałe marnieją w konkurencyjnej hecy”.

Blaschko wskazuje, że „dobór naturalny jest wprost sprzeczny z doborem ekonomicznym; dokonywa się naturalny dobór nie na korzyść zwycięzcy lecz ekonomicznie zwyciężonego. Prawo to znajduje swój wyraz w znanym fakcie, że większość rodzin mieszczańskich w ciągu kilku pokoleń wymiera”.

Tonnies omawiając książkę Ammona: „Dobór naturalny u człowieka”, powiada: „Autorowi nie przyszło na myśl, że naturalny dobór biologiczny i również naturalny, choć rozmyślnie popierany społeczny są to całkiem odrębne rzeczy i mogą mieć wprost przeciwne następstwa”.

„Przyjrzyjmyż się raz” pisze Wille, „ekonomicznym zwycięzcom i zwyciężonym i przekonajmy się, czy istotnie „najlepsi” są po stronie pierwszych, a „najgorsi” po stronie drugich. Zbadajmy fizyczne, umysłowe i moralne przymioty zwycięskiego spekulanta giełdowego i rolnego najemnika, porucznika i czeladnika szewskiego, tajnego radcę i górnika z kopalni węgli, duchownego i robotnika z fabryki. Ja nie odważyłbym się najlepszymi nazywać „najwyższych dziesięciu tysięcy”. To zaś, co znajdziemy złego u najniższych warstw ludu, nie jest bynajmniej przyczyną ich ekonomicznej nędzy, jak zdaje się mniemać Haeckel, lecz po prostu jej następstwem“.

Higienista A. Ploetz mówi: „Wychowanie nie każdemu daje jednakie szanse, lecz ten, który ma zamożnych rodziców, od samego początku odbiera lepsze wykształcenie niż syn proletariusza. Z punktu widzenia pomyślności rasy nie można by nic przeciw temu nadmienić, gdyby stan zamożności rodziców był prostym następstwem ich ekonomicznych uzdolnień. Jednakże niezmiernie często wcale tak nie jest, gdyż znaczna część majątków dziedzicznie przechodzi z pokolenia na pokolenie, a nawet w pierwszym zawiązku i rozwoju powstaje przez kłamstwo, oszustwo i przemoc”.

Pelmann na to zwraca uwagę, że, właściwie biorąc, zwierzęta lepsze są niż ludzie: „U zwierząt jest to walka o byt, nieubłagana walka na noże, kończąca się zawsze zagładą jednostki słabszej. U ludzi jest to natomiast nie tyle walka o życie, lecz o możliwy nadmiar majątku i własności. Mimo walki pozostaje zawsze u ludzi pewna ilość poślednich jednostek i mnoży się w dalszym ciągu a to nam ich tłumaczy mały postęp wyrażający się między innymi  niezmienną wielkością czaszki”.

Haycraft pisze: „Kapitał ludzi majętnych zapewnia ich dzieciom, które nie zawsze bywają bardzo zdolne – ogromną korzyść we współzawodnictwie z synami ubogich, a skutkiem tego na pewno w większości wypadków dziecko ludzi biednych nie może im dotrzymać pola. Pragnę tu z naciskiem zaznaczyć, że i w cywilizowanych społeczeństwach daje się odczuwać brak równomiernego podziału szans i korzyści między urodzonymi wśród niego dziećmi. On to sprawia, że zjednoczenie się sił i dążności ogółu nie może sięgnąć wysoko, gdyż wiele sił indywidualnych ginie, niejedno niedołęstwo sztucznie poparte utrzymuje się na wyżynie, a –współzawodnictwo ku szerokim zakresie chybia celu, gdyż nie stazuia najdzielniejszych współzawodników na czele”.