Walka o byt cz. 28

Wcześniejszy wpis z cyklu walka o byt znajdziesz na http://www.grzesik.com.pl/walka-o-byt-cz-27/

A zatem, gdy chodzi o punkt drugi, socjaliści i darwiniści, o ile nie ulegają przesądom mieszczańskim, zgadzają się na jedno, że system laisser faire bynajmniej nie sprzyja wybijaniu się na wierzch najlepszych w znaczeniu przymiotów i sił godnych człowieka, że nawet ekonomicznie najdzielniejszym nie zapewnia odpowiedniego stanowiska, choć i to jest już dość smutne, że gruby materializm naszych czasów ocenia wartość człowieka wyłącznie miarą jego ekonomicznych zdolności. Powoływanie się na Darwina nic nie pomoże tym, co chcą osłonić tę anormalną walkę o byt szatą przyrodoznawczej sankcji. Darwin w późniejszych latach uznał, że w naszej współczesnej cywilizacji nie dokonywa się dobór naturalny a dzielniejsi nie przetrwają nieudolnych, Wallace zaś w swych „Przyczynkach do teorii doboru naturalnego”  czyni uwagę: Nie zdaje się możliwym u dzisiejszych cywilizowanych narodów uczynić coś dla doboru naturalnego, dla zapewnienia stałego postępu moralności i inteligencji; bez wątpienia bowiem miernota, jeśli nie niższość zarówno moralna jak i umysłowa, najpomyślniej się kieruje, najszybciej się mnoży i rozrodzą.

Tutaj dochodzimy do trzeciego punktu. Co stanowi właściwy sens darwinizmu? Darwin zatytułował swą sławną książkę: „Powstawanie gatunków przez dobór naturalny, czyli utrzymywanie sic najlepiej uposażonych ras w walce o byt“. Wyraża to zarazem i kwestią samą i jej rozwiązanie; powstaje zatem pytanie, czy kwestię tę i jej rozwiązanie można zastosować do ludzkiego społeczeństwa i to w teraźniejszych czasach? Mieszczańscy darwiniści tak twierdzą. Przypuśćmy tymczasem, że powstanie klas i ich wzajemny stosunek są tym samym co walka pomiędzy różnymi gatunkami zwierzęcymi. Wtedy nasunie nam się dalsze pytanie: Czy klasa kapitalistów i wszystko, co się z nią łączy, stanowi typ ludzki o wyższej biologicznej wartości? – na to nie zgodzi się żaden badacz. To może utrzymywać tylko taki pan Otto Ammon i jemu podobni, a na zasadzie pomiarów czaszki, określania barwy skóry i włosów mogą nawet próbować tego dowieść. Gdybyśmy jednak przypuszczalnie i na to się zgodzili, należałoby jeszcze dalej spytać, czy ten nowy rodzaj ludzki dzięki swemu zwycięstwu w walce konkurencyjnej mnoży się i wypiera rasę pośledniejszą, zwyciężoną, tak jak tego wymaga teoria Darwina? Otóż faktem jest, że ci „lepsi” ludzie często po kilku pokoleniach wymierają —(przyczyna jest nam nieznaną)—podczas gdy ci, których zgnębili, mnożą się licznie i szybko. Już A. Smith uznał, że nędza i niedostatek sprzyjają płodności i mnożeniu się proletariatu. „Bieda wprawdzie nie zachęca do małżeństwa, ale mu nie stoi na przeszkodzie; zdaje się nawet, że sprzyja rodzeniu dzieci. Na wpół zagłodzona góralka szkocka wydaje na świat czasem więcej niż 20 dzieci, podczas gdy dobrze odżywiana „Lady” nie zdoła czasem ani jednego urodzić, a przeważnie po dwóch lub trzech ciążach jest zupełnie wyczerpana” . Dla

porównania można przeczytać w dziele Darwina o pochodzeniu gatunków rozdział-o „wymieraniu wynikającym z doboru naturalnego”, w którym wykazuje on, jak gatunki niższe stają się wskutek współzawodnictwa coraz rzadsze i w końcu wymierają. Tymczasem proletariat staje się coraz liczniejszą klasą i coraz płodniejszą zarazem, podczas gdy arystokratyczne rasy mieszczańskie i junkierskie stają się coraz bardziej bezpłodne i wymierają. Widzimy więc, że ekonomiczny dobór klasowy przewraca do góry nogami naukę Darwina o doborze organicznym ras.

Czytelnik nasz pamięta, że już Lange zwalczał mylne wyobrażenie, żeby panujące klasy społeczne miały stanowić rasę wyższą, że Pearson wykazywał, iż statystyka nie świadczy o żadnym związku między zdolnością rozrodczą a powodzeniem życiowym, że Darwin sam, Wallace, Haycraft i inni zaprzeczali społecznemu i ekonomicznemu współzawodnictwa udoskonalającego wpływu na dobór. A zatem wolna prywatno-kapitalistyczna konkurencja jest karykaturą zasady naturalnego doboru. We właściwym tego słowa znaczeniu nie posiada ona żadnej biologicznej wartości. Jest ona zasadą nienaturalną, niegodną i dążącą do zwyrodnienia.

Wprawdzie i współczesny system konkurencyjny i przemysłowy również wchodzi w ramy praw biologicznych. I tu panuje różniczkowanie, przystosowanie, udoskonalenie nie ludzi wprawdzie lecz maszyn. I tu dokonywa się dobór osób, lecz nie jest on doborem arystokratycznym w istotnym znaczeniu tego wyrazu i nie prowadzi do hodowania wyższego typu ludzi. Społeczno-ekonomiczna konkurencja jest, jak uznał Lange, walką o uprzywilejowanie stanowisko, jak mówił Huxley, walką o środki używania, lub, jak się wyrażał Marks, walką o zysk i nadwartość. Walka ta jednak z właściwymi naukami darwinizmu nie ma prawie nic do czynienia, a ci co zasadę Darwina stawiają na równi z ekonomicznym doborem społecznym, jak słusznie zauważył Herkner, wtrącają do polityki społecznej zupełnie niewłaściwe przymieszki.